–
Dobranoc, stary – mruknął Yahiko, odwracając się ode mnie. Nakrył się kocem i w
końcu umilkł, dzięki czemu mogłem wrócić myślami do moich problemów, które
miały na imię Chihiro.
–
Dobranoc.
Rozejrzałem
się jeszcze po pomieszczeniu, zawieszając oko na wielkiej odznace policyjnej,
ozdabiającej jedną ze ścian. Uwielbiałem swoją pracę, ale jedyne, czego w niej
nienawidziłem, to nudnych nocek. Spanie w niewielkim pokoju, z innymi,
chrapiącymi i pierdzącymi policjantami, których nie byłem w stanie polubić, było
niesamowicie irytujące.
Zrezygnowany,
przykryłem się kocem i przymknąłem powieki.
***
Wróciłem
do domu zmęczony, wkurwiony i spragniony dobrego pornola. Nim jednak oddam się
przyjemności, swoją drogą ostatniej, która mi w życiu pozostała, musiałem coś zjeść,
bo pusty żołądek głośno o to apelował. Rzuciłem torbę na blat w kuchni i dość
gwałtownie szarpnąłem drzwiczki od lodówki, przez co keczup stojący na ich
półce, wyleciał na podłogę. Zakląłem pod nosem i szybko podniosłem butelkę,
wciskając ją z powrotem na swoje miejsce. Gdy moje oczy zobaczyły pustą
lodówkę, głośno zakląłem i trzasnąłem drzwiami. Dopiero wtedy zauważyłem, że w
kuchni, przy ekspresie do kawy, stała Chihiro i z obojętnością wpatrywała się w
czajnik, czekając na swój ulubiony napój.
–
Dlaczego lodówka jest pusta? – warknąłem, ręką wskazując na chłodziarkę.
Kobieta nie przeniosła na mnie nawet wzroku. – Mogłabyś w końcu zrobić zakupy?
–
Przed tobą dwadzieścia cztery godziny wolnego, masz więcej czasu niż ja –
odpowiedziała, a gdy ekspres wreszcie nalał jej kawy naczynia, szybko przelała
ją do termicznego kubka.
Zdusiłem
w sobie złość i najspokojniej jak tylko mogłem, podjąłem rozmowę.
–
Zadałem kulturalne pytanie, mogłabyś przestać się wymądrzać. Poza tym trzeba
było mi coś zostawić – syknąłem, choć wciąż w miarę spokojnie.
–
Nigdy nie wiem, kiedy wrócisz – odparła, i wpakowała kubek do torebki. Dopiero
wtedy, gdy stanęła do mnie tyłem, zlustrowałem jej strój: szara marynarka i
tego samego koloru spodnie, a do tego czarne buty na obcasie. Ubrała się jak
zwykle. Chyba przez to przestałem zwracać na jej wygląd uwagę.
–
Chihiro, o co ci chodzi? Obraziłem cię, wchodząc do domu? – Rozłożyłem ręce,
będąc na skraju wytrzymałości. Ta kobieta doprowadzała mnie do szału i to w jak
najbardziej negatywnym znaczeniu tego słowa. Miałem jej dość.
–
Myślisz, że mam czas robić zakupy, pracując na pełny etat, podczas gdy ty
siedzisz przed telewizorem i chlejesz piwsko? – Złość w jej głosie tylko
podsyciła szalejący we mnie huragan. Patrzyła na mnie jak na intruza, a nie
kogoś bliskiego. Zresztą chyba już tym kimś dla niej nie byłem, tak jak i ona
dla mnie. Byliśmy sobie obcy i nie mam pojęcia, kiedy to się stało.
–
Wiesz dobrze, że nie musisz pracować na pełen etat – odpowiedziałem, a Chihiro
popatrzyła na mnie jak na wariata.
–
Gdybym tego nie robiła, już dawno byśmy nie mieli gdzie mieszkać, bo ty,
zamiast wspomóc domowy budżet, odkładasz połowę swojej pensji na ten pieprzony
motor – warknęła i założyła torebkę na ramię. – Poza tym nie mam zamiaru
siedzieć w domu jak kura domowa, nie mając nawet z kim spędzić przyjemnie czasu
– dodała, patrząc mi przy tym prosto w oczy. W jej czarnych tęczówkach
zobaczyłem czystą nienawiść, co poniekąd mnie rozbawiło, jednak słowa, która
wypowiedziała, szybko sprowadziły mnie na ziemię. Wkurwiała mnie jak mało kto.
–
Denerwujesz się, bo mam marzenia? – prychnąłem i oparłem się biodrem o jedną z
szafek, krzyżując przy tym ręce na klatce piersiowej.
–
Denerwuję się, bo odkładasz pieniądze na pierdoły, nie widząc, ile trzeba w
domu zrobić – syknęła.
–
Niby co takiego? – Uniosłem brwi, naprawdę zainteresowany.
–
Trzeba pomalować drzwi wejściowe i werandę, oraz naprawić ten cholerny, stary
zegar, który dostałeś od ojca. Myślisz, że da się to zrobić za darmo?
Prychnąłem
pod nosem i pokręciłem głową.
–
To twoje zachcianki – odparłem spokojnie. – Od tego nie umrzemy, to nie są
rzeczy pierwszej potrzeby. Nie myśl, że zrezygnuję z marzeń dla twojego
widzimisię. Jeśli chcesz to zrobić, zapłać za nie ze swojej pensji.
Chihiro
przewróciła oczami i mamrocząc pod nosem „Ta rozmowa nie ma sensu” wyszła z
kuchni.
–
Trzaśnij jeszcze drzwiami – mruknąłem, a po chwili po domu rozniosło się
solidne huknięcie. Jak zwykle.
–
O co wam tym razem poszło?
Spojrzałem
na Yahiko, który zatrzymał się tuż obok mojej bieżni i założył ręce na klatce
piersiowej. Jego uniesione do góry brwi irytowały mnie prawie tak, jak
zachowanie Chihiro, a świdrujące spojrzenie szarych oczu przewiercało na wskroś
moją osobę. Co za denerwujący człowiek. A jednak przyjaciel.
–
O co ci chodzi? – fuknąłem zdyszany, nie zamierzając nawet przestać biegać.
Czułem, jak po moim ciele spływa pot i było mi z tym naprawdę dobrze.
–
Widzę, jak się zachowujesz – stwierdził i przewiesił ręcznik na drugiej bieżni,
po czym już na mnie nie patrząc, odpalił maszynę. – Jedynie chcąc odreagować
kłótnię z Chihiro próbujesz zajechać swoje serce na śmierć.
–
Wal się – warknąłem. Nie miałem ochoty na rozmowę. Wolałem się wyciszyć,
uspokoić samotnie zszargane nerwy, a nie słuchać kazań od Yahiko. Tylko tego mi
jeszcze brakowało w tym całym gównie.
–
Jak wolisz – mruknął, ale wcale nie miał zamiaru się zamknąć. Po prostu
zrezygnował z wypytywania mnie o problemy. Zaczął powoli biec. – Gdybyś tylko
otworzył oczy, dostrzegłbyś to samo, co ja.
–
Ty i Bóg wcale mnie nie interesujecie – odpowiedziałem szybko, chyba zbyt
agresywnie. Nie zważałem na to jednak. – Nie potrzebuję go, by poukładać sobie
sprawy małżeńskie.
–
Nawet nie wiesz, w jak wielkim błędzie jesteś. – Popatrzyłem na Yahiko z
wrogością, ale ten z powagą wpatrywał się w ekran bieżni. – Abstrahując, po
prostu ją krzywdzisz.
–
Myślisz, że ona mnie nie? – krzyknąłem i zszedłem z maszyny. Przyjaciel zwrócił
twarz w moim kierunku, wyraźnie zdziwiony. – Codziennie jest dla mnie obojętna,
nie zaszczyca mnie nawet spojrzeniem, warczy na mnie, drze się nie wiadomo o co
i non stop robi problemy! Stała się czepialska i nie daje mi w spokoju żyć –
wydusiłem z siebie i kopnąłem bieżnię. – Kurwa mać!
–
Nie byłaby taka, gdybyś nie dał jej powodu – odparł sucho Yahiko, a ja
zapragnąłem trzepnąć go w łeb, solidnie, z pięści. Ewentualnie mógłbym władować
mu kulkę w tę pustą pałę, gdybym tylko miał przy sobie pistolet. Powoli
zrównywał się poziomem irytowania z Chihiro.
–
Sugerujesz, że to moja wina? Że to wszystko, to kurwa, moja wina?! – wydarłem
się, zwracając na nas uwagę innych ćwiczących. Obaj z Yahiko zignorowaliśmy
ciekawskie spojrzenia.
–
Nie wszystko, ale część na pewno. Znam Chihiro i nie stałaby się oschła z dnia
na dzień. A już na pewno nie w stosunku do ciebie – zaakcentował. – Szalała za
tobą, tak jak ty za nią, a potem oboje pozwoliliście, by to wszystko się
spierdoliło. A teraz żadne z was nie chce tego naprawić.
–
No właśnie – warknąłem. – To nie tylko moja wina i ja nie wyciągnę ręki jako
pierwszy.
–
Bo jesteś kretynem – skwitował Yahiko, za co dostał ode mnie wrogie spojrzenie
i z trudem opanowałem się nad zrzuceniem go z bieżni.
–
Pierdol się – wycharczałem i wziąłem swój ręcznik. – Nie wtrącaj się w nasze
sprawy.
–
Wasze sprawy? – zakpił i zszedł z maszyny. Zrównał ze mną swój nieugięty wzrok,
a jako, że byliśmy tego samego wzrostu, mierzyliśmy się spojrzeniami przez
dłuższą chwilę. – Przecież was już nie ma – zauważył dobitnie. – I jeśli czegoś
z tym nie zrobisz, nigdy już nie będzie.
–
Może to i lepiej – odparłem, nadal ze złością. – Chihiro jest wkurwiająca, nie
wytrzymam z nią do końca życia, jeśli się nie zmieni.
Yahiko
prychnął, pokręcił głową i z powrotem wszedł na bieżnię. Rozmowa skończona.
Mogłem wrócić do domu.
Kurwa.
Byłem jeszcze bardziej wściekły, niż przed wyjściem do siłowni. Siedziałem
przed komputerem i oglądałem nagie panienki, ale nijak nie mogłem się skupić na
ich kocich ruchach i wdziękach, które prezentowały. Po jakimś czasie usunąłem
historię, wyłączyłem komputer i podszedłem do lodówki. Dopiero gdy ją
otworzyłem przypomniałem sobie, że była pusta.
Natychmiastowo
wskoczyłem w samochód i kupiłem kilka najpotrzebniejszych rzeczy jak ser żółty,
szynka i chleb, i z tak załadowanym koszykiem stanąłem przy kasie. Byłem trzeci
w kolejce, a już teraz blondwłosa kasjerka łypała na mnie oczami zza okularów.
To było irytujące, bo w żaden sposób nie miałem ochoty na niewinne flirty
podczas płacenia za to marne żarcie.
–
Czy to wszystko? – spytała kulturalnie, gdy skasowała mój towar. Skinąłem
głową, a ona wypowiedziała cenę. – Jeśli mogę – zaczęła i przygryzła wargę,
całkiem nieświadoma tego, jak bardzo ten gest mógł działać na mężczyzn –
powinien się pan trochę uśmiechnąć. W końcu za tydzień wigilia. – Kobieta
wzruszyła ramionami, a gdy zobaczyła, że nadal się nie uśmiecham, jej entuzjazm
zmalał. Poczułem się jeszcze gorzej, przypominając sobie, że zbliżają się
święta, które spędzimy w jeszcze bardziej drętwej atmosferze, niż ostatnio. –
Dziękuję i zapraszam ponownie – wydukała, dając mi resztę.
–
Do widzenia.
Wyszedłem
przed sklep i aż zachciało mi się prychać. Święta bez śniegu, święta bez Boga,
święta bez miłości Chihiro. Równie dobrze w ogóle moglibyśmy nie obchodzić
świąt, nic by się nie zmieniło, a przynajmniej nie wydalibyśmy kupy forsy na
prezenty dla naszych rodzin.
Z
przekleństwem cisnącym się na usta, podszedłem do samochodu, z którego byłem
niesamowicie dumny. Błyszczące, srebrne Audi A8 było moją chlubą, o którą
dbałem jak o nic innego. Nawet o żonę chyba tak nie dbałem, co zresztą
przekładało się na jakość naszego małżeństwa. Tyle tylko, że to ona zaczęła
robić się oschła i wkurwiająca, a nie ja. Jak braliśmy ślub dziewięć lat temu
było zupełnie inaczej, a teraz.. Czar prysł, pojawiła się rzeczywistość i
zrzędząca, skrzecząca i wiecznie naburmuszona Chihiro.
Wróciłem
do domu i rozpakowałem zakupy. Po szybkiej kolacji zadzwonił telefon, i choć
cholernie nie miałem ochoty na rozmowy, podniosłem słuchawkę.
–
Tak – mruknąłem obojętnie i oparłem się biodrem o framugę drzwi, prowadzących
do salonu.
–
Witaj, Itachi – przywitał mnie
ojciec. Nieco złagodniałem, choć wiedziałem, że nasza rozmowa za chwilę zejdzie
na złe tory.
–
Cześć, tato – odpowiedziałem i ruszyłem do salonu, żeby wygodnie się usadzić. –
Co słychać?
–
To co zwykle – odparł swoim
szorstkim, acz ciepłym głosem. – Mama
prosiła, żebym zadzwonił. Może jednak wpadlibyście z Chihiro do nas na wigilię?
Czy pracujesz wtedy?
–
To chyba nie jest najlepszy pomysł – mruknąłem, szykując się na kazanie.
–
Och – westchnął. – Dlaczego?
–
Ostatnio – zawahałem się – nie układa nam się. Nie sądzę, żeby chciała się ze
mną gdziekolwiek wybrać.
– Może chociaż jej zaproponujesz,
nim z góry założysz, że się nie zgodzi?
–
Tato, znam ją – warknąłem. – Jest… Uparta i nie zachowuje się już tak, jak wcześniej.
Zresztą nie chcę rozmawiać z tobą o moich problemach małżeńskich.
–
A z kim chcesz o nich rozmawiać, jak nie
z ojcem? – zaśmiał się dla rozładowania napięcia, jakie we mnie rosło, ale
nie przyniosło to skutku.
–
Z nikim – odpowiedziałem szczerze. – Poradzę sobie sam.
–
Chciałbym w to wierzyć, synu –
przyznał. – Ale jeśli nie chcesz pomocy,
to chociaż wysłuchaj rady starego ojca – poprosił. Skinąłem głową, a on,
jakby to ujrzał, bo zaczął kontynuować. – Spróbuj
zobaczyć to, co widzi Chihiro. Weź raz jej punkt widzenia. Może to coś zmieni.
–
Ale ja wiem, co ona sobie o mnie myśli – odparłem i wstałem. Zacząłem krążyć po
salonie. – I pewnie jest to dokładnie to samo, co ja o niej.
–
Więc powinieneś się nad tym zastanowić.
Nie pozwól rozpaść się waszemu małżeństwu. Za długo nad tym pracowaliście, zbyt
dużo czasu poświęciliście sobie nawzajem… Już nie pamiętasz, jak zabiegałeś o
jej względy?
Prychnąłem
i pokręciłem z dezaprobatą głową.
–
Przemyśl to. I nie działaj zbyt
impulsywnie, bo jeden zły ruch może wszystko zniszczyć.
–
Gdyby Chihiro chciała współpracować, wszystko wyglądałoby inaczej.
–
A czy ty współpracujesz?
–
Staram się! – wykrzyknąłem i wyrzuciłem rękę w bok. – Ale ona mi na to nie
pozwala!
– A co ostatnio dla niej zrobiłeś? –
spytał poważnie ojciec. Nie umiałem
mu na to pytanie odpowiedzieć, więc zapadło między nami nieprzyjemne milczenie. – Dzwonisz do niej czasem z pytaniem, co
robi? Kiedy ostatnio kupiłeś jej kwiaty lub zrobiłeś dla niej kolację? Mówisz
jej jeszcze, że ją kochasz?
–
Nie wiem, czy ją kocham – wyznałem niechętnie. – To trudne, tato. Ciężko jest
kochać kogoś takiego, jak Chihiro.
–
Myślę, że ona mogłaby powiedzieć to samo
o tobie. Wspólnie zabijacie to małżeństwo – zawyrokował. – Zastanów się nad tym. A jeśli chciałbyś
jeszcze pogadać, wpadnij do mnie jutro, jak masz czas.
Zacisnąłem
zęby i znów przytaknąłem skinieniem głowy.
–
Trzymaj się, Itachi.
–
Pa – mruknąłem i wcisnąłem czerwony klawisz. Chwilę później telefon wylądował
na sofie, niesiony tam moją furią.
Chihiro
wróciła do domu po godzinie dwudziestej. Siedziałem akurat przed telewizorem i
piłem trzecie już piwo, niemniej w żaden sposób nie czułem tego skutków. Moja
żona zignorowała mnie i bez żadnego słowa poszła prosto na górę, do naszej
sypialni, w której od miesiąca nie sypiam, bo ciągle jesteśmy pokłóceni. Małżeństwo…
Gdybym
tylko wiedział, że tak się to wszystko skończy, nigdy bym się jej nie
oświadczył. Mając świadomość, jaka upierdliwa może być kobieta, z całą
pewnością nie popełniłbym tego samego błędu. A teraz przyszło mi za to płacić,
cholera. Za błędy młodości, huh.
Zerknąłem
na zegarek; wskazywał dwudziestą dwadzieścia. Wyłączyłem telewizor, ogarnąłem
wzrokiem stojące na podłodze butelki i szybko je pozbierałem, po czym poszedłem
na górę. W korytarzu usłyszałem szum wody. Czyli jak zwykle to samo. Wraca do
domu, bierze szybki prysznic, później zje kolację i zamknie się w naszej sypialni.
Wszedłem
do pokoju, który do tej pory służył za gościnny i rzuciłem się na dwuosobowe,
duże, wygodne łóżko. Miałem ochotę wydrzeć sobie wszystkie włosy z łba, bo
leżąc tak samotnie, po głowie ciągle biegały jak zwariowane słowa ojca,
uświadamiając mi, że moje małżeństwo się rozpada i żadne z nas nawet nie
próbowało kiwnąć palcem, żeby je uratować. Sam też nie miałem na to ochoty,
łatwiej było się poddać i pozwolić, by Chi odeszła, ale… No właśnie. Za dużo
siebie włożyliśmy w nasz związek i nawet, gdyby próby ratowania nie wypaliły,
przynajmniej miałbym świadomość, że nie siedziałem bezczynnie. A z drugiej
strony… Łatwiej było się poddać.
–
Kurwa mać – przekląłem i uderzyłem dłonią w materac. Usiadłem i schowałem twarz
w dłoniach, poirytowany tym, co zrobił z mojego mózgu ojciec. Do tej pory nad
wszystkim utrzymywałem kontrolę, a teraz moje myśli nijak pozwalały nad sobą panować.
Oszalały i męczyły mnie tak okrutnie, że zdecydowałem się coś zmienić w sobie,
ale jeszcze nie wiedziałem, co.
O,
zacznijmy od zaproszenia na wigilię.
Gdy
wyszedłem na korytarz, nie doszedł do mnie szum wody. Powoli, jakby obawiając
się, że Chihiro może być groźna, zszedłem po schodach, ale ciemność objęła
swoimi ramionami cały parter, dając mi tym samym do zrozumienia, że moja żona
była w sypialni. Istnieje więc możliwość, że zrezygnowała dziś z kolacji. Tylko
czemu?
Przez
chwilę stałem pod drzwiami i nasłuchiwałem, jak jakiś detektyw, co Chihiro
robi. Nie wiem, czemu włączyły się we mnie zapędy podsłuchiwacza, nigdy tego
nie robiłem i dziwnie się z tym czułem, ale chciałem wiedzieć, co robi moja
żona. Gdy jednak żaden dźwięk nie dotarł do moich uszu, zdecydowałem zapukać w
drzwi. Odpowiedziała mi cisza. Niezbyt pewnie, nie chcąc wyjść na nachalnego,
nacisnąłem na klamkę i włożyłem głowę do pokoju. Chi siedziała na łóżku z
książką w ręce, a jedyne światło, jakie się w pomieszczeniu tliło, oświetlało
ją z góry. Zirytowana podniosła na mnie oczy i teatralnie westchnęła.
–
Czego chcesz, Itachi? – spytała znudzona. Ubodło mnie to, ale nie zamierzałem
zrezygnować z moich planów. Jeśli ktokolwiek mógł naprawić nasze małżeństwo, to
byłem to właśnie ja.
Wszedłem
do pokoju i omiotłem wzrokiem sypialnię, w której nic się nie zmieniło, odkąd
się z niej wyniosłem. Naprzeciw łóżka dalej wisiała wielka plazma, za którą
okropnie tęskniłem.
–
Pomyślałem, że moglibyśmy pojechać do moich rodziców na wigilię – powiedziałem
rzeczowo, wiedząc, że właśnie tego ode mnie oczekuje. W odpowiedzi dostałem
przewracanie oczami.
–
Jadę do moich – odparła i wróciła do książki.
Jak
to, jedzie? A od kiedy to my nie spędzamy wigilii razem, hę? Co to w ogóle
znaczyło, że ona sama jedzie? I czemu nawet nie zapytała mnie o zgodę?
–
Możemy najpierw pojechać do moich, a potem do twoich. – Uznałem, że najlepiej
będzie pójść na kompromis, jednocześnie trzymając się swojego. Odpowiedź
Chihiro, choć tak oczywista, zbiła mnie z pantałyku.
–
Domy naszych rodziców są oddalone o dwie godziny drogi, nie pomyślałeś o tym,
geniuszu? – zironizowała, znów patrząc prosto na mnie.
–
W takim razie zróbmy wigilię tutaj – mruknąłem szybko, nie przemyślawszy tego.
I to był mój błąd.
–
Ciebie do reszty powaliło?! – warknęła, zamykając książkę.
–
O co ci chodzi, Chihiro? – fuknąłem urażony. Nie podobało mi się, że ostatnio
na wszystko reagowała z taką agresją. Zdawało się, że cokolwiek bym nie
powiedział, i tak ją wkurwię.
–
Jeszcze się pytasz? – syknęła wściekle. Co za żmija! – Wiesz dobrze, że moja
matka nie jest w stanie tutaj przyjechać, kretynie.
–
Możesz przestać? – poprosiłem poirytowany, starając się zachować względny
spokój. – Po prostu staram się, żeby wszystko…
–
Starasz się? – prychnęła i pokręciła z dezaprobatą głową. Zacisnąłem szczęki,
nie chcąc powiedzieć czegoś niepotrzebnego. – Niby od kiedy? Trzeba było
pomyśleć o tym wcześniej.
–
Ale…
–
Co, boisz się, że jak się rozwiedziemy, połowę majątku dostanę ja i nie
oszczędzisz na motor? – warknęła. Rozszerzyłem ze zdumienia oczy, realnie
zszokowany tym, co powiedziała.
–
Jaki znowu rozwód? – Wyrzuciłem ręce w bok, a Chihiro odwróciła wzrok i głośno
westchnęła. – Przecież nie było mowy…
–
Chcę wnieść pozew – wtrąciła się, znów linczując mnie swoim zimnym spojrzeniem.
Jej słowa zdenerwowały mnie jeszcze bardziej, choć nie wiem, co było tego
przyczyną. Rzeczywiście, jeśli dojdzie do rozwodu, musielibyśmy podzielić się
majątkiem a wtedy sprzedać dom. I gdzie niby miałbym zamieszkać? Za co kupić
motor?
A
z drugiej strony, Chihiro chce odejść. Akurat teraz, kiedy ja zdecydowałem się
poprawić i zostać lepszym mężem, ona naprawdę ma zamiar mnie zostawić. To już
nie były tylko kłótnie. To była brutalna rzeczywistość. Chihiro chce odejść.
–
To koniec, Itachi – powiedziała, wstając. Odrzuciła książkę na łóżko i podparła
się pod boki, chcąc zgrywać twardą. Problem polegał na tym, że uparcie
wpatrywała się to w podłogę, to w ścianę, jakby z obawą, że mój wzrok może
wpłynąć na jej decyzję. – Chcę rozwodu.
Doznałem
szoku i jedyną odpowiedzią, kompletnie durną, okazało się być bezsprzeczne:
–
Dobrze.
Następnego
dnia, z samego rana pobiegłem prosto do Yahiko. Pod pretekstem joggingu,
wyszedłem z domu, nie chcąc spędzać w nim nawet chwili dłużej. Obojętność
Chihiro dopiero teraz zaczęła mnie zabijać, a ja nie mogłem już nic z tym
zrobić. Chciała rozwodu, skreśliła nasze małżeństwo i nie zamierzała się ze mną
zestarzeć. To bolało, a ja nie byłem odporny na tego typu ból. Wolałbym dostać
pięć kulek w brzuch, niż usłyszeć od niej, że chce rozwodu.
I
co z tego, że nam się nie układało, że mnie wkurwiała, że miałem jej dosyć?
Dalej ją kochałem i nie chciałem rozwodu. A jak debil się na niego zgodziłem!
Uderzyłem
w drzwi Yahiko kilka razy, prawdopodobnie za mocno. Przyjaciel po chwili stanął
w drzwiach, ubrany w szlafrok, wyraźnie zaspany. Miał zmierzwione włosy i
podkrążone oczy, które ostentacyjnie pocierał, chcąc pokazać mi, jak
nieproszonym gościem w tym momencie byłem.
–
Itachi? – spytał zdziwiony i opuścił rękę. – Co ty…
–
Chihiro chce rozwodu – powiedziałem i siłą wtargnąłem do jego domu. Yahiko
zamknął za mną drzwi i wciąż zaspany, podreptał za mną do swojego salonu. –
Kurwa.
–
Jak to, chce rozwodu? – spytał i sięgnął po whisky. Nalał alkohol do jednej
szklanki i mi ją podał. Opróżniłem ją duszkiem, krzywiąc się przy tym jak
dziecko, które pierwszy raz piło coś mocniejszego. Nienawidziłem whisky.
–
Wczoraj mi to powiedziała – wysapałem i podałem mu szklankę, żeby nalał jeszcze
tego obrzydliwego napoju. – Zażądała rozwodu.
–
I co ty na to? – spytał jak debil. Zmierzyłem go groźnym wzrokiem i wychyliłem
kolejną szklankę whisky.
–
Zgodziłem się. – Zaśmiałem się pod nosem, uświadamiając sobie, jak żałosny
byłem. – Zgodziłem się, kurwa!
–
Itachi. – Głos Konan jak zawsze podziałał na mnie kojąco. Stała w progu, ubrana
w biały szlafrok, i przeczesywała niebieskie włosy palcami. Skinąłem do niej
głową i podałem pustą szklankę Yahiko. – Proszę, bądź trochę ciszej. Sui
właśnie zasnęła, w nocy dała nam w kość.
–
Przepraszam – odpowiedziałem i złapałem się za głowę. – Moja żona zażądała
rozwodu.
–
Słyszałam – przyznała i zbliżyła się do mnie niebezpiecznie blisko. Położyła
swoją małą dłoń na moim ramieniu i wpatrzyła się we mnie ciepłymi, złotymi
oczami. – Ale pijąc z samego rana na pewno nie uratujesz swojego małżeństwa.
Konan
zerknęła na męża, który nalewał mi kolejną porcję whisky, i pokręciła przecząco
głową. Nie odezwałem się słowem, bo choć miałam ogromną ochotę na alkohol,
musiałem przyznać jej rację. Nie powinienem pić. Chihiro w mig to wyczuje i
tylko utwierdzi się w swojej decyzji.
–
Zrobię nam śniadanie, porozmawiamy – odezwała się Konan i wzięła rękę, którą
objęła swoje ramię. – Yahiko da ci ręczniki i coś do ubrania, umyj się i
przyjdź do nas.
–
Dzięki, Konan. – Uśmiechnąłem się do niej krzywo. – Jesteś aniołem.
Kobieta
posłała mi ciepły uśmiech i zniknęła w kuchni, natomiast jej mąż dał mi
potrzebne rzeczy i odprowadził do łazienki.
–
Jakbyś czegoś jeszcze potrzebował, wołaj. Tam masz szampony i mydła, wybierzesz
coś dla siebie.
–
Dzięki.
Zniknąłem
w pomieszczeniu i szybko zrzuciłem z siebie przepocone ubrania. Odkręciłem wodę
i uregulowałem, żeby była chłodna, ale nie zimna. Taka zawsze koiła moje nerwy,
które w ostatnim czasie zostały mocno nadszarpnięte.
Stojąc
pod prysznicem jak kołek, zastanawiałem się, kiedy to wszystko się zaczęło. W
którym momencie zaczęliśmy siebie zaniedbywać i przestać zwracać na siebie
uwagę. O co zaczynały się te wszystkie kłótnie i dlaczego wtedy, ten jeden,
jedyny raz, pchnąłem ją na ścianę z nieposkromioną agresją i chęcią zrobienia
komuś krzywdy. Wiedziałem już wtedy, że to ja jestem potworem w tym związku,
ale tłumaczyłem sobie wszystko jej upierdliwym zachowaniem, ciągłym zrzędzeniem
i marudzeniem. To, jak mnie wkurwiała, wykraczało poza każdą, możliwą skalę
irytowania. Ale dalej była moją żoną, kobietą, na którą podniosłem rękę.
Zachowałem się jak dupek, kretyn, kutas. Byłem beznadziejnym mężem i nic już
nie mogłem z tym zrobić.
Szybko
spłukałem z siebie pot, umyłem włosy i otarłem ciało. Ubrany w ubrania Yahiko –
czarne dresowe spodnie i szary podkoszulek – wyszedłem z łazienki. Włosy dalej
były mokre, ale w tym momencie miałem to gdzieś. Odrzuciłem je na plecy i w
wisielczym humorze wszedłem do kuchni, po której krzątała się Konan. Doszedł do
mnie zapach jajecznicy i jak na zawołanie, kiszki zaczęły grać mi walca.
Kobieta usłyszała to i zerknęła na mnie przez ramię z lekkim uśmiechem.
–
Yahiko poszedł do Sui, obudziła się – mruknęła. – Jeśli chcesz…
Skinąłem
głową i bez słowa ruszyłem na piętro domu, do pokoju czteromiesięcznej
dziewczynki. W pomieszczeniu pomalowanym na niebiesko i ozdobionym w takich
samych kolorach, z białymi akcentami, siedział Pain i tulił do siebie swoją
córeczkę. Pozazdrościłem mu tego, zastanawiając się jednocześnie, dlaczego z
Chihiro nie zdecydowaliśmy się na dziecko. Zawsze znajdowaliśmy wymówki:
jesteśmy za młodzi, nie mamy pieniędzy, to nie ta pora. Ale po dziewięciu
latach małżeństwa, kiedy ja miałem trzydzieści trzy lata a Chi trzydzieści
jeden, kiedy wybudowaliśmy dom i zarabialiśmy wystarczająco dużo, żeby utrzymać
nawet czwórkę dzieci, dalej nie podjęliśmy decyzji. A może to by nam pomogło?
A
z drugiej strony, ratowanie małżeństwa dzieckiem mogłoby nie wyjść nam na
korzyść. Żadne z nas nie chciałoby, żeby dziecko wychowywało się z jednym
rodzicem, stąd nasze wahania. Powinniśmy wcześniej o tym pomyśleć, a teraz…
Było już za późno.
–
Zobacz, kto przyszedł. Wujek Itachi? – Yahiko wskazał ręką na mnie. Sui
posłusznie odwróciła główkę w moją stronę i zatrzymała na mnie swoje brązowe
oczka, bacznie lustrując mnie zdziwionym spojrzeniem. Pomachałem ręką, ale
dziecko nie zmieniło swojej mimiki. Patrzyło na mnie tak, jakby zauważyło
ducha. – Spodobał ci się wujek, co? Dlaczego dziewczyny zawsze lecą na takich
dupków? Spróbuj mi zakochać się w kimś takim, a osobiście go zabiję – zwrócił
się do dziecka z przesłodzonym uśmiechem. Mała Sui wyrzuciła rączki w górę i z
typowym dla niemowlaka „hyyy” uśmiechnęła się bezzębnie.
–
Nieśmieszne – fuknąłem. Z dłońmi w kieszeniach oparłem się o framugi drzwi i
obserwowałem, jak Yahiko wstaje z krzesła.
–
Prawdziwe – skomentował. – No wujek, ponoś ją teraz. – Rudy wystawił Sui przed
siebie, a ja popatrzyłem na niego jak na wariata. Nigdy nie miałem na rękach
dziecka i nie wiedziałem, jak się za to zabrać. – No bierz ją, bo zaraz mi
wyleci.
Dziewczynka
rzeczywiście zaczęła wierzgać, ale nie na tyle mocno, żeby mocne ramiona Yahiko
miały tego nie wytrzymać. Zresztą facet był silny, więc nie uwierzyłbym, że
byłby w stanie upuścić siedmiokilowe dziecko.
Mimo
to, niechętnie wyciągnąłem ręce i przyciągnąłem do siebie Sui. Mała posłała mi
przepiękny uśmiech i złapała za mokre włosy, które dość mocno pociągnęła.
–
Uwielbia się nimi bawić – mruknął Fuuma. – Chodź na dół.
Z
dziewczynką na ręce, weszliśmy do jadalni, w której Konan układała właśnie
sztućce. Zauważywszy, kto trzyma ją w ramionach, uśmiechnęła się delikatnie i
znów poszła do kuchni.
–
Konan naprawdę jest niesamowita – skomentowałem. Sui, jak gdyby wszystko
zrozumiała, uśmiechnęła się razem ze swoim „hyyy”.
–
Nie zawsze było tak kolorowo – odparł Yahiko i usiadł przy stole. – Też
mieliśmy problemy. I też groziła mi rozwodem.
Zmarszczyłem
brwi, zainteresowany jego słowami. Nigdy mi nie mówił, że miał takie problemy,
a przyjaźniliśmy się już od dziewięciu lat. Wkurzyłem się, bo chciałbym być dla
niego takim samym wsparciem, jak on dla mnie.
–
I jak sobie z tym poradziliście? – spytałem niechętnie, gotów usłyszeć, że
pomógł im Bóg.
–
Zacząłem doceniać to, co dla mnie robi – przyznał. Skinąłem głową, by
kontynuował. – Zawsze gdy przychodzisz do domu, wszystko jest wysprzątane, co
nie? Lodówka pełna, wanna czysta, schody zamiecione. O rachunki również ty nie
dbasz, a już na pewno nie uwierzę, że kiedykolwiek podlałeś kwiaty.
Zacisnąłem
usta w cienką linię, ugodzony tym, co właśnie usłyszałem. Była to sama prawda.
–
Kiedy ostatnio byliście na kolacji?
–
Gadasz jak mój ojciec – fuknąłem i podrzuciłem Sui w górę, bo zaczęła zsuwać
się po moim boku. W odpowiedzi dostałem jej urocze „hyyy”.
–
Bo jak widać, oboje mamy więcej rozumu w głowie, niż ty. Też kiedyś myślałem,
że jak już mam żonę, to nie muszę się starać. Gówno prawda. Właśnie po zawarciu
związku powinniśmy starać się jeszcze bardziej, kupować od czasu do czasu
kwiaty, czekoladki, pierdółki. Ale nie po to, żeby żona nie marudziła.
Przypomnij sobie, jak wyglądały jej oczy na początku związku. Były szczęśliwe,
co nie? Czy nie w nich się zakochałeś?
Skinąłem
głową.
–
Więc czemu pozwoliłeś, by ten blask uleciał?
Już
miałem coś odpowiedzieć, kiedy w przedpokoju rozległ się dźwięk mojej komórki,
dochodzący z mojej nerki. Podałem Yahiko Sui i szybko odszukałem telefon.
Nieznany numer.
Byłem
pewien, że dzwonią z jakimiś głupimi reklamami czy innym gównem, więc
odrzuciłem połączenie i wróciłem do jadalni. Nie zdążyłem nawet nic powiedzieć,
bo komórka znów rozbrzmiała głośnym dzwonkiem.
–
Odbierz – polecił Yahiko. Przewróciłem oczami i nacisnąłem zieloną słuchawkę.
–
Słucham – warknąłem, chcąc jak najszybciej się rozłączyć i wrócić do rozmowy z
przyjacielem. Może i czasem zachowywał się jak głąb, ale musiałem przyznać, że
w jego słowach znajdowało się dużo prawdy. Nie pomagałem w domu Chihiro, nie
interesowałem się jej pracą, nie kupowałem jej prezentów. Wszystko to
rozpłynęło się w kilka miesięcy po ślubie i z każdym dniem było coraz gorzej.
–
Uchiha, kurwa, nie lekceważ mnie. – Po głosie od razu rozpoznałem Hidana i
jeszcze bardziej zdenerwowany, pokręciłem głową.
–
Czego chcesz? – syknąłem. – I czemu nie dzwonisz ze swojej komórki, co?
–
Bo ją zgubiłem – odparł. – Musisz przyjechać…
–
Nie mam czasu, Hidan – odparłem dobitnie. Z jadalni przypatrywał mi się Pain i
tak samo zirytowany jak ja, przewrócił oczami.
Nigdy
nie lubiliśmy Hidana. Był naszym przełożonym i mądrzył się, jakby zjadł
wszystkie rozumy świata. Wykorzystywał nas kiedy tylko mu się to podobało,
wzywał nas na akcje w święta i jak mieliśmy wolne. Gnojek. Tym razem nie
zamierzałem dać mu sobą poniewierać.
–
Chihiro miała wypadek. – Usłyszałem, nim zdążyłem się rozłączyć. Po tych
słowach w moim organizmie zaczęły dziać się rzeczy, których już dawno nie
czułem: serce dramatycznie przyspieszyło swoją pracę; w głowie zaszumiało mi,
jakby ktoś walnął mnie obuchem; poczułem nieprzyjemny skręt żołądka i
podchodzącą do gardła whisky, co nieprzyjemnie mnie piekło w przełyk; a nogi
zrobiły się jak z waty, więc podtrzymałem się framugi i oparłem plecami o
ścianę.
–
Co? – wychrypiałem słabo. To nie mogło dziać się naprawdę. Chi, wypadek?
Przecież była sobota, siedziała w domu i nie musiała nigdzie wychodzić – ba!
Zwykle tego nie robiła. Zaszywała się w weekend w swoim pokoju, czasem
ewentualnie wieczorem odwiedzała przyjaciółkę. Co ona robiła poza domem o
godzinie ósmej rano w sobotę?
–
Róg Brzozowej i Klonowej, przyjedź tu natychmiast – zakomenderował i odłożył słuchawkę.
Yahiko
podszedł do mnie wyraźnie zaniepokojony. Popatrzyłem na niego ze strachem,
dalej nie wierząc w to, co przed chwilą usłyszałem od Hidana.
–
Chi miała wypadek.
Na
miejscu stały dwa policyjne radiowozy z migającymi kogutami, tyle samo jednostek
straży pożarnej i masa gapiów. Oprócz tego, w momencie, gdy zajechaliśmy na róg
wyznaczonych ulic, w oczy rzuciła nam się odjeżdżająca na sygnale karetka.
Niemniej jednak najbardziej zmroził mi krew w żyłach widok tira, który otoczony
był policyjną taśmą, podobnie jak całe miejsce wypadku. Nie chciałem dopuścić
do siebie myśli, że Chi mogła zderzyć się z ciężarówką, ale… Niestety, tak
właśnie było.
Jej
samochód, biały ford fiesta, nie przypominał już niczego. Przód niemal
oddzielił się od pozostałej części pojazdu, a drzwi od strony pasażera zostały
powyginane we wszystkich kierunkach. Stanąłem jak wryty, przypatrując się
wrakowi, chcąc jednocześnie ocenić szanse Chihiro na przeżycie. Jak przez mgłę
widziałem wgniecenia od strony kierowcy, nie dające jej możliwości na
wydostanie się z pojazdu bez użycia nożyc hydraulicznych, o czym zresztą
świadczyły rozcięcia dokonane przez strażaków. W tej sytuacji nie mogło być
dobrze. Moja żona z całą pewnością nie wyszła z tego cało i mogłem się tylko
modlić, żeby to przeżyła.
Ford fiesta kontra tir. I życie
niby jest sprawiedliwe?
–
Uchiha. – Hidan podszedł do mnie, ubrany w strój służbowy, i ścisnął mi rękę.
Ogarnął wzrokiem to, na co ja patrzyłem przez cały czas, po czym głośno
westchnął.
–
W jakim jest stanie? – spytałem mechanicznie, czując jednocześnie na ramieniu
rękę Yahiko.
–
Nie będę owijał w bawełnę… W krytycznym.
Zacisnąłem
powieki i spuściłem głowę.
Kurwa
mać! Dlaczego? Czemu akurat Chihiro musiała mieć ten cholerny wypadek? Dlaczego
akurat w tym momencie nastąpiła kolizja? Czemu to nie był nikt inny?! CZEMU TO
NIE BYŁEM JA, DO KURWY NĘDZY?!
–
To nie jej wina – odezwał się Hidan. – Kierowca ciężarówki zasłabł i nie
zatrzymał się na czerwonym świetle.
Skinąłem
głową. Nie chciałem go dłużej słuchać, więc spytałem tylko, do jakiego szpitala
ją odwieźli, a później pojechałem tam razem z Yahiko.
We
dwójkę siedzieliśmy pod salą operacyjną, w której właśnie ratowano życie mojej
żony. Nie mogąc zapanować nad nerwami, stukałem stopą w posadzkę i
niecierpliwie przebierałem palcami u rąk, jednocześnie w myślach klnąc na czym
świat stoi i błagając, by Chihiro wyszła z tego cało. Bałem się jak nigdy w
swoim życiu. Mimo tych wszystkich kłótni, jej wiecznego marudzenia i żądania
rozwodu, nie chciałem jej stracić. A już na pewno nie w taki sposób.
Kurwa,
Chi była dla mnie wszystkim. Co z tego, że się kłóciliśmy? Mogliśmy to
naprawić, wystarczyło przejrzeć na oczy i nad wszystkim popracować! A teraz
życie z niej ulatywało, a ja nie mogłem na to nic poradzić. Bezradność mnie
zabijała, strach paraliżował a smutek niepotrzebnie to wszystko potęgował.
Gdybym tylko wiedział, nigdy nie pojechałbym do Yahiko, nie zostawiłbym jej
samej w domu… Kto wie, może rano spędziłaby dwie minut dłużej w domu, kłócąc
się ze mną, i nie spotkałoby jej coś takiego? Może to wszystko nie musiało się
wydarzyć? Może to była moja wina?
–
Mogłem temu zapobiec – wycharczałem i gwałtownie podniosłem się z niewygodnego
krzesła. – Mogłem temu zapobiec.
–
Niby jak? – Yahiko stanął naprzeciwko i złapał mnie za ramię. – Gówno mogłeś
zrobić. To ona zdecydowała się gdzieś jechać, nie powstrzymałbyś jej.
–
A gdybyśmy się pokłócili? Straciłaby kilka minut i ta pieprzona ciężarówka by w
nią nie wjechała! – ryknąłem, odtrącając rękę przyjaciela. – Kurwa!
–
Itachi, to nie twoja wina, do cholery – warknął Rudy. – Nie bierz wszystkiego
na siebie. Poza tym Chihiro jest silna, wyjdzie z tego. Zobaczysz.
Popatrzyłem
na Yahiko ze złością i głośno prychnąłem. Nie ukoiło to moich nerwów, nie
poczułem się lepiej, ale po prostu czułem, że musiałem prychnąć. Jak kretyn.
Jak bezradny gnojek, nie potrafiący docenić swojej żony, póki miał na to
szanse.
Czas
dłużył się niemiłosiernie. Odnosiłem wrażenie, że mija już kolejna doba, a
tymczasem wybiła właśnie trzecia godzina operacji. Miałem kompletnie dość.
Od razu wpadła mi w oko. Piękna,
wysoka, zgrabna i kompletnie pijana. Wpatrywałem się w nią i jej koleżanki z
pobłażliwym uśmieszkiem, a ona jak na złość wdzięczyła się do Yahiko, który
spisywał je za picie w miejscu publicznym – parku. Robiła słodkie minki,
udawała urażoną a zaraz potem wybuchała śmiechem. Ignorowała mnie całkowicie,
co w jakimś stopniu mnie irytowało, ale gdzieś w głowie huczały mi słowa
Hidana: na służbie żadnych podrywów! Dlatego musiałem obejść się smakiem i wsiąść
z rozbawionym partnerem, którego poznałem dwa tygodnie temu, do radiowozu i
odjechać bez żadnego pożegnania, nie dostawszy nawet od niej uśmiechu.
Natomiast ego Yahiko zostało przyjemnie połechtane - pewny siebie i
przyciągający laski jak magnes denerwował jak mało kto. Ale miał poczucie
humoru.
Rudy
usiadł obok mnie i bez słowa podał kubek kawy. Mruknąłem ciche „dzięki”,
przechwytując napój, choć cholernie nie miałem na to ochoty. Na nic nie miałem
ochoty. Jedyne, czego teraz pragnąłem, to odzyskanie Chi. Błagałem, by lekarze
ją uratowali, modliłem się i z trudem powstrzymywałem się przed rozpłakaniem.
–
Yahiko.
Podniosłem
głowę a ujrzawszy zmartwioną Konan, z powrotem ją opuściłem. Kątem oka
dostrzegłem, jak mężczyzna wstaje i podchodzi do żony.
–
Przyjechałam najszybciej jak mogłam. Sui jest u twoich rodziców.
–
Dzięki.
–
Co z Chi?
Brak
odpowiedzi Yahiko tylko mnie zdenerwował. Domyśliłem się, że w geście
bezradności wzruszył ramionami i objął Konan, jednak wolałbym usłyszeć głupie
„nic jej nie będzie”, niż nie usłyszeć nic.
Nie
mógłbym żyć bez niej. Przecież ona zawsze była pełna energii, niosła radość i
ogromne pokłady miłości. A teraz walczyła o swoje istnienie.
Drugi raz spotkałem dziewczynę poza
służbą, wracając do domu. Stała pod sklepem monopolowym i paliła papierosa,
ubrana o co najmniej jeden ciuch za mało. Kuse spodenki niemal odsłaniały jej
jędrne pośladki, natomiast króciutka bluzka pozwalała podziwiać płaski brzuch w
całej okazałości. Prawdę mówiąc, piersi też ledwo zakrywała. Czarne, długie
włosy spływały po jej szczupłych ramionach, dodając jej niesamowitego
seksapilu. A wszystko to podkreśliła czerwoną szminką.
Chciałem zagadać jako pierwszy, ale
dziewczyna odwróciła się, zlustrowała mnie wzrokiem z góry na dół i z
zawadiackim uśmiechem, wypuściła dym z płuc prosto na mnie.
– O, pan policjant – mruknęła
zaczepnie i oblizała usta. Spiąłem się, ale próbowałem nie dać tego po sobie
poznać. A fakt, że dziewczyna jednak mnie zapamiętała, bardzo mi schlebiał.
– Mam nadzieję, że tym razem zamierzasz
pić w jakimś ustronnym miejscu – odparłem, głową wskazując na sklep.
Uśmiechnęła się z kpiną i zaciągnęła papierosem.
– Park taki nie jest? – spytała,
wydmuchując dym. Zaśmiałem się, zaintrygowany jej odwagą i sposobem, w jaki ze
mną rozmawiała. Było oczywiste, że otwarcie mnie uwodziła.
– Nie jest – odpowiedziałem. Nie
umiałem flirtować. – Uważajcie, ostatnio wysyłają tam sporo patroli, a
pozostali mogą nie być tak mili, jak my.
– Och proszę, jednak nie jesteś
taki sztywny – zauważyła. Wkurzyło mnie to, ale jedyne, na co się odważyłem, to
zmarszczenie brwi. – Myślałam, że zaraz mnie zakujesz w kajdanki, czy coś. –
Dziewczyna zaśmiała się wdzięcznie i przybliżyła do mnie o krok. – W sumie,
mogłoby być całkiem miło.
– Nie przeczę.
Na
samo wspomnienie naszego, jak myśleliśmy, przygodnego, jednorazowego numerku,
zaśmiałem się z goryczą. Dlaczego właściwie zacząłem to wspominać? Zachowywałem
się tak, jakby Chihiro naprawdę umarła i kompletnie mi się to nie spodobało.
–
Zjedz coś, Itachi – odezwała się Konan. Podsunęła mi pod nos pudełko z
jajecznicą, które automatycznie od niej przechwyciłem. Do tej pory nie czułem
głodu.
–
Dziękuję.
Zjadłem
wszystko, co tylko kobieta mi podała. Nie sądziłem, że w tak stresującej
sytuacji mogę być głodny, ale widać – niewyobrażalnie się myliłem.
Po
czwartej godzinie operacji, drzwi prowadzące do mojej żony, w końcu się
uchyliły. W trójkę wstaliśmy ze swoich miejsc, a lekarz objął nas spojrzeniem.
–
Pan Uchiha? – spytał szorstkim głosem. Wystąpiłem na przód, kłaniając się nieznacznie.
Jego poważny wzrok wwiercał się w moje serce, jakby chciał je zabić. Bałem się
jego słów.
–
Co z nią? – spytałem, gdy przełknąłem dziwną gulę w gardle.
–
Zapadła w śpiączkę.
Tak słodko spała… Bawiłem się jej
długimi włosami, rozkoszowałem każdą chwilą spędzoną z tą przepiękną kobietą.
Moją kobietą.
Zakochaliśmy się w sobie zaraz po
naszym pierwszym seksie. Spędzaliśmy ze sobą każdą wolną chwilę, poznając się
nawzajem. Chihiro okazała się nie być zdemoralizowaną dwudziestolatką. Owszem,
lubiła wypić, niekiedy paliła i przyznała, że lubi od czasu do czasu
niezobowiązujący seks, ale mimo wszystko była porządną kobietą. Wiedziała, jak
się zachować w wielu sytuacjach, nauczona kultury i savoir-vivre przy stole,
nigdy nie przynosiła wstydu. Dlatego przedstawiłem ją rodzicom dwa miesiące od
zawarcia znajomości, a oświadczyłem się w trzecim. Teraz czekaliśmy na ślub.
– Nie śpisz – wymruczała i
przesunęła się tak, by jak najmocniej do mnie przylegać. – Dzień dobry.
– Dzień dobry – odpowiedziałem i
cmoknąłem ją w czoło. – Wyspałaś się?
– Nie – fuknęła. – Pośpijmy
jeszcze.
– Straszny z ciebie śpioch –
stwierdziłem z rozbawieniem. Chihiro mruknęła coś i wygodnie ułożyła się na
moim ramieniu.
Po chwili doszedł do mnie jej
miarowy oddech.
Siedziałem
przy mojej żonie, podłączonej do przeróżnej aparatury i nie mogłem napatrzyć
się na jej spokojną, choć poobijaną i poranioną twarz. Nos miała spuchnięty,
przecięty łuk brwiowy i siniaka pod lewym okiem. Poza tym, wyglądała tak, jakby
zwyczajnie spała.
Bo
tak właśnie było.
Głaskałem
jej dłoń, wpatrując się w jej miarowy oddech. Wyglądała tak niewinnie,
delikatnie… Miałem ochotę otoczyć ją ramionami, zapewnić, że od tej pory
wszystko będzie dobrze, że już nigdy jej nie zostawię, że się zmienię… Mówiłem
to cały czas. Całowałem jej dłonie i błagałem, by się obudziła, by do mnie
wróciła. Ale Chihiro dalej spała.
Drugiego
dnia śpiączki byłem wykończony, zarówno fizycznie jak i psychicznie. Dopadł
mnie emocjonalny głód, ogarnęła panika i strach, że już nigdy nie zobaczę jej pięknych
oczu, słodkiego uśmiechu, że już nigdy nie pogłaska mnie po twarzy i nie powie,
jak bardzo mnie kocha. A pragnąłem tego jak niczego wcześniej. Zamierzałem
odzyskać tę kobietę, rozkochać ją w sobie na nowo i stworzyć z nią prawdziwą
rodzinę – z gromadką dzieci i nieposłusznym, ale kochanym psem.
–
Straszny z ciebie śpioch – mruknąłem z uśmiechem pełnym rozpaczy. Czułem pod
powiekami łzy, które teraz bezwładnie spłynęły po moich policzkach. Już dawno
nie płakałem.
Przytuliłem
dłoń Chihiro do ust i pozwoliłem sobie zawyć żałośnie. Ryczałem jak głupi,
przerażony stanem, w jakim znalazła się moja żona. Zabijało mnie to.
Wykańczało. Uwierało. Gniotło jak robaka. Czułem się niepotrzebny, niekochany,
opuszczony. Nie mogłem jej w żaden sposób pomóc. Czuwałem, modliłem się i
usypiałem przy jej boku. Od czasu do czasu zamieniałem się miejscem z jej
rodzicami, idąc wtedy na fajkę, ale zawsze, gdy wracałem, tuliłem ją do siebie
i na nowo błagałem Boga, by mi ją oddał. By zwrócił jej życie.
–
Kocham cię, Chihiro – wyszeptałem, ocierając łzy. – Już nigdy nie pozwolę,
żebyś cierpiała… A już na pewno nie przeze mnie. Przyznaję – umilkłem na chwilę
i przeniosłem wzrok na jej twarz – byłem złym mężem. Dupkiem, który zamiast
docenić żonę, zadowalał się jakimiś gołymi babami w komputerze. Kurwa –
jęknąłem. – Byłem tak cholernie złym człowiekiem… Ale błagam, nie zostawiaj
mnie… Nie opuszczaj mnie, nie poradzę sobie bez ciebie… Chihiro…
Przeciągły
dźwięk wydobywający się z kardiomonitora sparaliżował całe moje ciało. Patrzyłem
na żonę, która nawet nie drgnęła, która dalej leżała tak spokojnie i widziałem,
jak powoli odchodzi w niebyt. Nie zdążyłem nawet powiedzieć do widzenia.
Nie
wiem, jakim cudem znalazłem się nagle na korytarzu, ile dokładnie minęło czasu
od rozpoczęcia reanimacji, ani kiedy nagle pojawił się przy mnie Yahiko.
Natomiast doskonale pamiętam lekarza, który dwa dni wcześniej operował Chihiro,
a teraz ją reanimował. Wyszedł z jej sali powoli, zatrzymał się tuż przed nami,
przyjaciel wzmocnił uścisk na moim ramieniu, a medyk wypowiedział jedno słowo.
Załamałem
się.
Upadłem.
Umarłem
razem z nią.
***
Zerwałem
się z łóżka jak wariat. Po policzkach spływały mi łzy rozpaczy, trząsłem się
jak galareta i nie mogłem zapanować nad swoim ciałem. Ogarnięty rozpaczą i dojmującym
bólem, zacisnąłem usta i zacząłem płakać. Tak bardzo bolała mnie jej strata,
tak bardzo nie mogłem do tego przywyknąć i tak bardzo nie wiedziałem, jakim
cudem znalazłem się nagle w łóżku. Nie byłem w stanie racjonalnie myśleć.
Jedyne, czego chciałem, to naprawdę umrzeć.
–
Itachi? – Zaspany głos Yahiko sprawił, że zamarłem. Otarłem szybko łzy i
zerknąłem w jego stronę – spał na łóżku obok i zaspany przecierał oczy. –
Odbiło ci, kurwa?
–
Co? – wydyszałem i rozejrzałem się po pomieszczeniu. Zauważywszy wielką,
policyjną odznakę, całkowicie straciłem rachubę. Co tu się, u licha, działo?
Dlaczego byłem w pracy?
–
Tobie serio odbiło – stwierdził i położył się na plecach. Naciągnął na siebie
kołdrę i zamknął oczy. – Która godzina?
Zerknąłem
odruchowo na zegarek, który wskazywał szóstą trzydzieści. Niczego nie
rozumiałem.
–
Chihiro… – wyszeptałem, przełykając dziwną gulę w gardle. – Ona…
–
Znowu się pokłóciliście? – spytał Yahiko, nie otworzywszy nawet oczu. Za to ja
swoje rozwarłem najszerzej, jak tylko mogłem. – O co wam tym razem poszło?
Te
słowa odbiły się w mojej głowie echem. Zerwałem się z łóżka, naciągnąłem na
siebie spodnie i z komórką w dłoni wybiegłem na korytarz. Nieporadnie wybrałem
numer Chihiro i z sercem walącym jak oszalałe, czekałem. Jeden sygnał. Drugi.
Trzeci. Czwarty…
–
Słucham. – Jej oschły głos dotarł do moich uszu. Oparłem się o ścianę, po
której zjechałem na ziemię. Nie wierzyłem, że to był tylko sen. Kurwa, ona
żyje. ŻYJE!
Zacząłem
śmiać się jak wariat, ignorując warczenie Chihiro. Nie zauważyłem nawet, kiedy
rzuciła słuchawką. Pewnie myślała, że znów piliśmy na służbie, a tymczasem ja…
Byłem po prostu szczęśliwy. Byłem tak kurwa szczęśliwy, że zacząłem wydzierać
się jak pojebany i skakać po korytarzu.
Walić
służbę. Zerwanie się z pracy pół godziny wcześniej nikomu nie zaszkodzi.
Wciąż
śmiejąc się jak wariat, wsiadłem w samochód i ruszyłem do pobliskiej
kwiaciarni. Kupiłem w nim piękny bukiet z pięćdziesięciu jeden róż, który z
trudem zmieścił się w moim bagażniku, i pojechałem pod dom z nadzieją, że
Chihiro nie wyszła jeszcze do pracy.
Wbiegłem
do przedpokoju i wykrzyczałem jej imię. Kobieta, ubrana w szary, oficjalny
strój, stanęła przede mną i zamarła na widok bukietu i mojej roześmianej gęby. Zmroziła
mnie wzrokiem, choć udało mi się dostrzec, że prócz wrogości, kryje się w nim
również zdziwienie i nutka wzruszenia.
–
Chihiro – wychrypiałem i padłem na kolana. Oczy kobiety rozszerzyły się.
Rozejrzała się niepewnie po pomieszczeniu, jakby chcąc upewnić się, że nie jest
w ukrytej kamerze. – Przepraszam. Błagam, wybacz mi. Byłem chujowym mężem,
wiem. Byłem najgorszym facetem na świecie, byłem dupkiem, kretynem, nie
doceniałem cię… Ale kocham cię jak nikt. Kocham cię całym swoim sercem, ciałem,
kocham cię jak wariat! Błagam, Chihiro, wybacz mi. Wyjdź za mnie ponownie, daj
mi drugą szansę, wybacz mi… – Słowa same wypełzały z moich ust, a każde kolejne
sprawiało, że serce Chihiro miękło. Widziałem to po jej spojrzeniu, po tym, jak
próbowała ukryć wzruszenie, jak ocierała łzy.
–
Co ci odbiło? – spytała, na co zaśmiałem się i podniosłem z klęczek. Pozwoliłem
sobie otulić jej twarz dłonią i spojrzeć w jej piękne, zdziwione oczy.
–
Nie chcę cię stracić przez własną głupotę – wyszeptałem. – Zmienię się.
Obiecuję. Tylko daj mi jeszcze jedną szansę.
Chihiro
przechwyciła bukiet i z uśmiechem powąchała kilka róż. Przeniosła wzrok na
mnie, nie kryjąc już swoich łez. Zresztą po moich policzkach też płynął ich
potok.
–
Będziesz musiał – przyznała cicho. – Dla mnie i dla naszego dziecka.
TADAAAA! Kurka, ale się
namęczyłam z tą partówką. :D
Jeśli ktoś oglądał Fireproof, początek może się z tym
filmem bardzo skojarzyć. Chciałam napisać tę partówkę w stylu właśnie Fireproof, ale potem uznałam, że będzie
za długa i że zwyczajnie mi się nie chce, więc zmieniłam zdanie. Mam nadzieję,
że mimo wszystko Wam się podobała. :)
Z dedykacją dla
Chihiro, bo wiem, że uwielbiasz Itachiego i pozwoliłam sobie zapożyczyć Twój
nick. :D
Nie wiem, kiedy coś tu
się znowu pojawi i czy w ogóle. Jak mnie najdzie, o. :D
A tymczasem życzę Wam
szalonego sylwestra i wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku!
Buziaki! :*
O matko.. zabiłaś mnie! Już dawno nie czytałam czegoś co mi się tak spodobało! Aż mi się płakać chciało jak czytałam, że Chihiro umarła, ale później jak okazało się, że to był sen, to od razu banan na twarzy. A wyznanie Itachiego, kiedy przed nią klęknął.. aż nie umiem tego opisać.. też tak chce! :(
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i dużo weny życzę! :)
Uffff, to kamień z serca. :) Zwykle nie piszę jednopartówek, więc nie byłam pewna, czy mi to wyjdzie. Ale skoro Ci się podobało, to jestem prze-szczęśliwa. ^^
UsuńDziękuję bardzo i również pozdrawiam. <3
Wspaniala, naprawdę bardzo mi się podoba Twoja jednopartówka, od samego poczatku mnie wciągnęła. Wyszła Ci wspaniale.
OdpowiedzUsuńZ niecierpliwością czekam na następną.
Pozdrawiam.
Dziękuję pięknie. Cieszy mnie to niezmiernie. :)))
UsuńRównież pozdrawiam. :)
Masz szczęście, że tak to zakończyłaś bo bym Ci do tyłka nakopała gdyby zakończenie nie było szczęśliwe. I tak wyłam razem z Itachim w szpitalu.
OdpowiedzUsuńTylko jedno jest bardzo mało prawdopodobne w tym opowiadaniu... Nawet gdyby Itachi żył, to zostałby moim mężem, a nie Chihiro!
Ogólnie to miałam mały mindfuck, bo tak sobie czytam i "Sui". No tak, Sui = kotek Sakury. Ale... Zaraz, zaraz... Kotek zasnął, więc ciszej? Z kotkiem na rękach?! WTF?! Ahh no tak, to nie to opowiadanie XD Aż się zaczęłam sama z siebie śmiać. Zbieżność imion postaci OC jest zawsze dla mnie trudna do przestawienia, ale teraz wyjątkowo tępo to przyjęłam do wiadomości. Na szczęście w porę mój mózg posklejał fakty.
Śliczne jest to opowiadanie i myślę, że jedno z najlepszych jakie czytałam. Wszystko jest idealnie dopracowane, chociaż z tym motywem snu trochę zagmatwane, nie mogłam się połapać czy sen był od początku, czy może jak się już upił itp. W każdym razie chętnie przeczytałabym kiedyś jakieś After Story ich życia, mam nadzieję, że to przemyślisz ^^
Pozdrawiam i czekam na Baranka :3
Gdzieś w głowie majaczyła mi myśl, że jeśli Chihiro serio umrze, będę miała z Tobą do czynienia. I z Mayako. xD A że nie chciałam, by to zaważyło na naszej przyjaźni, dałam szczęśliwe zakończenie. ;DD
UsuńWaaaat? Jaki kotek Sakury? Chyba nie czytałam tego opowiadania, albo coś mi umknęło. xD
A czekaj, niech zgadnę - kotek z bloga Mayako pewnie? :D
A tam zagmatwane. To, co było snem, jest oddzielone o tym: ***. W śnie nie dzieliłam tak akapitów. :) Ale rozumiem, że się pogubiłaś, bo sama zastanawiałam się, jak to rozwiązać, żeby używać kursywy. :D
Raczej kontynuacji nie będzie, no chyba, że mnie nagle najdzie. xD Ale wątpię. :D
Cieszę się, że Ci się podobało. Dziękuję za miłe słowa i ślę mnóstwo buziaków. :*
Miałam iść spać, ale cały dzień chodziła za mną ta partówka. Miałam ją zostawić na później, ale wyszło jak wyszło. xD
UsuńTak Domi, kotem Sakury xD
Opowieść strasznie wzruszająca, a teksty rzadko mnie wzruszają. ;__; Moja denerwująca umiejętność przewidywania, podpowiadała mi, że to się tak tragicznie nie skończy i czułam, że to może być jakaś zła mara.
Ale dzidziusiem na koniec mnie zagięłaś! :D
No i to wyrafinowane słownictwo. <3 Uwielbiam, jak się ktoś nie hamuje - wtedy jest o wiele realniej.
Buziaaaaakiii <3
Widzę Mayako, że jak zwykle idealna pora na zostawienie komentarza - 3:14. :D
UsuńCieszy mnie niezmiernie, że Cię wzruszyłam. ;D I może było to do przewidzenia, ale gdybym naprawdę zabiła Chihiro, to część mnie umarła by razem z nią a tego nie chciałam. xD
Dziękuję, dziękuję, dziękuję. Całusy. :****
Bez kitu, jak kiedyś dostałabym od niej komentarz przed 2 w nocy zaczęłabym się zastanawiać, czy przypadkiem ktoś nie włamał się jej na konto xD
UsuńJa jestem nocnym markiem, nic na to nie poradzę. :< Zazwyczaj wstawiam rozdziały między pierwszą a czwartą w nocy. xD
UsuńBoże, to było piękne. Nosz kurna, wczułam się na maksa w całe opowiadanie. Chociaż przyznam, że nie do końca mogłam wyobrazić sobie Itachiego jako nonszalanckiego,chłopa siedzącego przed telewizorem z puszką piwa. W każdym bądz razie jestem pod wrażeniem i czekam na kolejną notkę :D Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJeeeeej to teraz mi strasznie milutko. ^^ Bardzo się cieszę, że ta partówka tak Ci się spodobała. Co prawda nie wiem, kiedy pojawi się następna, ale postaram się, żeby też przypadła Ci do gustu. ;D
UsuńDziękuję i buziakuję. :*
No proszę! :D Kochana autorko, daj mi tylko chwilkę na wytarcie tej głupiej łzy, która spływa mimowolnie po moim policzku i już się biorę do słodzenia ! :D
OdpowiedzUsuńKocham wszelkiego rodzaju jednopartówki, a ta wyjątkowo przypadła mi do gustu. No bo jak wiele trzeba? Jedna z moich ulubionych autorek, postacie z mojego ulubionego anime, główny bohater to także jeden z ulubionych - unoszę się na różnokolorowych chmurkach i wszędzie widzę watę cukrową. Nie budźcie mnie z tego pięknego snu >.< No i po raz kolejny się zakochałam, cóż poradzę? Serce nie sługa :D Mam nadzieję, że będzie więcej takich opowiadań, bo uwielbiam Twój styl pisania <3 Czekam niecierpliwie na notki tutaj i na baranku! :D Pozdrawiam i życzę dużo weny ^^
Awwwwwwwww, jest mi tak milutko. ^^ Cały Twój komentarz jest strasznie kochany, razem z Tobą unoszę się na tych chmurkach. xD
UsuńNotki będą się pojawiać, to na pewno. Tylko nie wiem jeszcze kiedy ani o czym. :D
Dziękuję za tyle ciepłych słów, buziaki. :*
AWWWWWWWWWWWWWWWWWWWWW
OdpowiedzUsuńWYOBRAŹ SOBIE CO JA MIAŁAM, SKORO WSZYSTKIE BABECZKI POWYŻEJ WYŁY W RĘKAWY! <3
Szalenie mnie zaskoczyłaś tym, że użyłaś mojego nicku do tego opowiadania no i oczywiście non stop łzy w oczach. Co prawda lekkie zdenerwowanie, że Itachi może MNIE rzucić, ale to już przemilczę XD
Najbardziej to ja się skupiłam oczywiście na analizowaniu charakteru Chihiro, no i jestem pod wrażeniem, bo jest ultra podobna do Shichi z mojego opowiadania. Nie mam pojęcia, czy się sugerowałaś, czy nie, ale Chihiro=Shichi=JA!
Aaaaaale, skupmy się na treści! Zaskoczyłaś mnie z tym snem, ale jak przeczytałam już pierwsze zdanie, że obudził się i smuteczek, to od razu wiedziałam, że to był koszmar! Musiało tak być i koniec. Zastanawiałam się tylko jak przedstawisz pogodzenie się ich i zrobiłaś to w taki sposób, że od razu pojawił się potok łez na mojej gębie...No nie wiem, ostatnio jestem jakiś taki mięczak jeśli chodzi o opowiadania, wszystko mnie wzrusza, albo to w końcu lata praktyki w pisaniu u niektórych z was! W każdym razie - gratuluję :D
NO I ISIA, OMGGGG, jak przeczytałam na Baranku, że Itachi będzie główną postacią w opowiadaniu, to już miałam koniec... To jest aż smutne! W każdym opowiadaniu nowym jakie czytam, liczę na to, że pojawi się Itachi i że będzie go najwięcej. Choroba jak nic...
Sikałam ze śmiechu jak czytałam, że Itachi ogląda pornosy, HIT!
Kończę ten nieskładny komentarz, bo jak czytam kilka linijek wyżej, to nie mam pojęcia co chciałam ci przekazać, a co dopiero jak będę brnęła dalej w opisywaniu wspaniałości Isi...
Huehuehue, Wiedziałam, że ta partówka tak na Ciebie podziała, jestem taka złaaaa. xD Ale kurka, uznałam, że skoro piszę opowiadanie o Itachim, to zamiast wymyślać bohaterkę, podkradnę ją komuś innemu. xD A że Ty go uwielbiasz... ^^
UsuńW sumie muszę przyznać, że jako tako nie sugerowałam się za bardzo Twoją Shichi. Ale pamiętam, że nie była słodką idiotką i miała charakterek, który - uffff - udało mi się odwzorować. xD Ale tak właśnie cały czas ją sobie wyobrażałam. ;D
Haha też uwielbiam Itachiego, ale chyba nie w aż tak wielkim stopniu jak Ty. :D Nie powiem - bardzo miło pisało mi się o "takim" Itachim. No i te pornosy... :D W sumie to umiem sobie bez problemu wyobrazić zdemoralizowanego Itasia, nawet z dużym brzuchem. xD
Ogromnie się cieszę, że Ci się spodobało, bo chyba najbardziej bałam się Twojej opinii. :D Kamień z serca! :D
Całuję! :*
Chrapiący i pierdzący policjanci? Jesteś drugą blogerką, której blogi czytam, a która wspomina o pierdzeniu. Tak ludzka rzecz, a tak unikana w opowiadaniach... Lubię taką odskocznię ;)
OdpowiedzUsuńKolejna rzecz - pragnienie pornola. Bo jaki chłop nie ogląda pornoli? (taki, który nie obsługuje Internetów, a w TV boi się oglądać xD)
Dawaj Chi! Dawaj Chi! Walcz o prawa kobiet, walcz! Nie, no tak serio. Itachi jest bardzo agresywny. Wiem, że spokojny ton potrafi wyprowadzić z równowagi, ale za każdym razem odpowiada swojej żonie tak, że mam wrażenie, że kolesiówa wyjdzie z chaty z okiem w kolorach tęczy i nie tylko.
Jest i on - Yahiko <3 Tylko on może być najlepszym przyjacielem Itacza <3 Na początku myślałam, że Yahiko jest księdzem, jak się zaczęły wspominki o Bogu, ale jednak byłam w błędzie.
Fajnie, że zastosowałaś tyle przekleństw. Dodaje to realizmu całemu opowiadaniu i fajnie wdraża nas w realia policyjne, gdzie przekleństwo ląduje co 3 słowo, gdy policjanci są ze sobą sami (znam takich :P).
Jak Itachi jedzie na zakupy i wymienia produkty, to zamiast "szynka" napisałaś "szybka" - wolę napisać teraz, bo później zapomnę ;)
Przeraziłaś mnie, bo w jednym momencie myślałam, że Itachi zdradzi swoją żonę, tylko by sobie wszystko skomplikował, więc dobrze, że tak się nie stało.
Nie ma to jak ojciec i jego mądre rady <3 Masz taki styl, że czułam się tak, jakbym była Itachim. Sama zbytnio nie widziałam sensu w rozmowie Chihiro, ale Fugaku użył taki sensownych argumentów, że aż sama byłam w szoku, że nie miałam jego toku rozumowania... Bez rodziców ani rusz ;)
Kurde, no z tymi świętami to faktycznie niewypał. I zapomnieć o niedyspozycji teściowej? Zbrodnia. (piszę to na serio, nie wyśmiewam się z tej sytuacji). Aż mi żal Itacza, że dał taką plamę :( No i jeszcze ten rozwód? Nie ma to jak trafiony prezent na gwiazdkę....
Ogólnie to z całej sceny u Yahiko i Konan najbardziej podobało mi się dziecko. Ukradło dla siebie całą akcje i zapada w pamięci. Taki mały aniołek <3 No i oczywiście ojcowski tekst Yahiko rozbroił mnie o tym, w jakich to facetach zakochują się kobiety. Cudo :*
Dobra, przyznaję. Miałam łzy w oczach. Bardzo, ale to bardzo rzadko mi się to zdarza, ale teraz musiałam się powstrzymywać od płaczu. Wypadek, retrospekcje. Wszystkie te emocje. Byłam autentycznie smutna.
Na początku, gdy przeczytałam o wypadku, to stwierdziłam, że to będzie tylko zły sen, ale z czasem, gdy zaczęłaś się o tym rozpisywać. Nabrałaś mnie, bo przestałam wierzyć w taką możliwość, a tu nagle bah! Posterunek wita. I tylko takie: What the fuck?
Lubię happy endy i końcówki, których się nie spodziewam. Obie te rzeczy tu były, bo ciąży się nie spodziewałam ;)
Masz naprawdę świetny styl. Bez żadnych problemów mogłam wczuć się w Itachiego, który sam w sobie był oryginałem. Przeważnie pokazywany jest jako męczennik, który poświęca się dla innych, a sam jest potępiony, tu natomiast jest kawałem chama, który rozumie swój błąd i się zmienia. Podoba mi się to, bo jest inne i to największy atut Twojej partówki. Z niecierpliwością czekam na kolejną. Obstawiam, że następny będzie Hidan - ale wiesz, pożyjemy, zobaczymy, co nie? ;)
Chciałam też skomplementować szablon, na którego widok ślinię się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Jest obłędny. Czy masz może gdzieś link do obrazka, który jest w tle? Chętnie zobaczyłabym inne arty tego artysty ;)
Pozdrawiam :*
Myślę, że w opowiadaniach generalnie unika się ludzkich odruchów, typu pierdzenie/rzyganie czy robienie kupy, bo to po prostu niesmaczne. Ale czasem trzeba, no bo sorry, ale nie wierzę, że policjanci nie walą sobie bąków pod kocykami. xD
UsuńW sumie strasznie ciężko było mi sobie wyobrazić Fugaku w roli pouczającego ojca, ale pomyślałam sobie, że gdyby Itachi go nie zabił, to kto wie - może taki właśnie by był. :D
Jak widać, Uchiha w tym opowiadaniu nie do końca myślał racjonalnie. Chciałam zrobić z niego nieco nadpobudliwego, ze skłonnościami do agresji, egoistę. Czy mi się udało - nie wiem. Po Twoim komentarzu wnioskuję, że częściowo tak, więc mogę odetchnąć z ulgą. :)
Dzieci zawsze skupiają na sobie uwagę, małe aniołeczki. :)
Jeeeej, łzy w oczach? Wzruszenie? No to mogę być dumna! ^^ Co prawda nie lubię, gdy ktoś się przeze mnie smuci, więc przepraszam, ale w tej sytuacji... No sama rozumiesz. ^^
Nie mam pojęcia, kogo wybiorę do następnej partówki. Nie mam póki co żadnego pomysłu. To znaczy coś tak mi krąży po głowie, ale to tylko jakieś wybiórcze sceny, więc na razie skupiam się na Baranku. ^^
Niestety nie ja wykonywałam szablon, więc nie wiem. Ale spróbuj napisać do Sasame Ka, może ma jeszcze link do tego obrazka. ^^
Dziękuję za opinię i również pozdrawiam. :*
Ja pierdziele, nie wiem, czy to tylko ja tak miałam, czy ktoś jeszcze też, ale jak Itachi już jechał do Chi z tymi różami, to miałam wrażenie, że zaraz to jego jebnie ten tir i tyle będzie z happy endu (ja pewnie bym tak zrobiła xddd). Ale! Na szczęście Ty jesteś bardziej łaskawa i krew się nie polała :3 Generalnie, cała ta partówka mnie urzekła. Naturalność wypowiedzi, Twój styl, sam pomysł - może trochę oklepany, ale warto przypominać, że nasze szczęście zależy od nas samych. Kto wie? Może jakiś dupek to przeczyta i zapamięta sobie na przyszłość, że warto dobrze traktować swoją żonkę :D
OdpowiedzUsuńW każdym razie, chylę czoła! :) Naprawdę świetna partówka.
Pozdrawiam!
Wow, wow, wow! Nie przypuszczałam, że osoba, która zachwyciła mnie swoim opowiadaniem i tak okrutnie zraniła i psychicznie wyniszczyła (same plusy, juhu!) może się tutaj kiedyś dostać. :D Przyznaję, przeczytałam Nakanaide ale się nie odezwałam. Nie wiem, nie byłam w stanie nic z siebie wydusić, bo czułam się jak zombie, rąbnięte czymś w łeb. Przepraszam, wiem, że powinnam się odezwać, ale wprowadziłaś mnie w taki stan, że przeklinam Cię i dziękuję jednocześnie, bo opowiadanie było i świetne, i chore. :)
UsuńGeneralnie uwielbiam pisać lekkie teksty, właściwie każdy mój blog jest taką właśnie historyjką. Po prostu nie nadaję się do takich psychicznych rozkmin jak Ty. :D Ale cieszę się, że mimo to, partówka Cię urzekła. Szalenie mi miło. :)
Również pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za brak odzewu. ^^"
O Boże, nie masz za co przepraszać, ja sama generalnie rzadko coś komentuję, bo 1) mam lenia 2) nie mam czasu lub 3)MAM LENIA. I zdaję sobie sprawę, że Nakanaide nie było łatwym tekstem do skomentowania xd
UsuńW każdym razie ostatnio zaczęłam odkrywać na blogspocie "osoby, których nick pierwszy raz widzę na oczy, ale zajebiście piszą" i żałuję, że nie mam czasu na czytanie wszystkiego (wciąż się motywuję do trzeciego podejścia do czytania bloga Mayako, bo Prolog i pierwszy rozdział mnie zachwyciły, ale, jak już mówiłam, jestem tez strasznym leniem xd) Do Ciebie wpadłam, bo Shee mi nakablowała, że dobrze piszesz, a że Chustii partówki lubi, więc... (na Twoim drugim blogu odstraszyła mnie liczba rozdziałów ._.)
Następną partówkę na pewno też pochłonę! ^^ I wbrew pozorom ja też lubię pisać i czytać takie lekkie teksty, nie jestem jedynie babką od płodów i wariatów xddd
Buźka! :)
Wiedziałam! No byłam prawie pewna! Od razu jak zaczęłam czytać to podjezdzalo mi "Fireproof" aż się rozpłakalam jak przypomialam sobie o tym filmie! Jeden z moich ulubionych.
OdpowiedzUsuńA co do partowki to świetna :-) Itachi w roli bezdusznego mężulka ;-) tak mi g. było szkoda jak umierala jego żona :-( ale na szczęście to był tylko sen. To przykre że ludzie uświadamiają sobie błąd dopiero wtedy gdy stanie się coś złego :-( pozdrawiam i czekam na rozdział na baranku ;-)
Zgadzam się - Fireproof jest super. <3 Koleżanki mi go poleciły i trochę się ociągałam z obejrzeniem go, bo po samym opisie szczególnie mnie nie wciągnął, ale było warto. :)
UsuńDziękuję ślicznie za ciepłe słowa. ^^ A rozdział na Baranku pisze się i to dość szybko. Mam zamiar skończyć go jutro. :)
Pozdrawiam!
Jaram się jak pochodnia! Dzięki tej partówce przypomniałam sobie o tym filmie. Pamiętam jak oglądałam go z dobrych kilka lat temu na lekcji religii... Kurczę, wtedy ten film naprawdę mnie poruszył.
OdpowiedzUsuńCo do partówki, jak dla mnie jest za krótka... Ale mnie się chyba nie da całkowicie dogodzić... Chociaż, chociaż...
Szczerze powiedziawszy nie lubię zbytnio szczęśliwych zakończeń(serio, serio) i wolę jak ktoś umiera... A tu okazało się, że to tylko sen. No cóż, z jednej strony dobrze :D
Partówka jak najbardziej warta uwagi, aż lecę czytać następne! <3
Uwierz mi, że z trudem się powstrzymałam, żeby kogoś nie zabić. Potem tego żałowałam, ale nie mogę ciągle pisać smutnych zakończeń, bo mnie zaraz ludzie wyklną. xD
UsuńDziękuję bardzo za miły komentarz. :3
Żałuję, że na tego bloga trafiłam dopiero teraz. ;; Na początku muszę Ci pogratulować takentu literackiego - piszesz lekko i tak zgrabnie, że człowiek tak "wpada" w Twoje opowiadania i nawet nie wie, kiedy się kończą. :D Zazdroszczę mocno.
OdpowiedzUsuńA teraz może co nieco o tej konkretnej jednopartówce.
Na początku myślałam, że głównym bohaterem jest Nagato. Być może to przez przyjaźń z Yahiko, ale mniejsza o to. Fajnie, że wprowadziłaś taki element zaskoczenia (no chyba, że tylko ja pomyślałam o Nagato XD). Sama treść... Jestem mile zaskoczona. Bardzo ładnie opisałaś takie zwykłe, monotonne już małżeństwo. Rutyna przytłacza i żonę, i męża. Jedno obwinia drugie, a ich relacja idzie się kochać (szkoda, że tylko relacja). Powiem Ci, że znienawidziłam Itachiego, a to już naprawdę sukces. Zachowywał się jak ostatni dupek i idiota, tylko zwalał wszystko na Chi... :/ Ale płakałam bardzo, kiedy ona "umarła"! Ta rozpacz Itachiego, który wreszcie zrozumiał, że jego małżeństwo się sypie (głównie z jego winy), a jego ukochana odeszła... Miałam Ci już wysmarować taki komentarz, że by mi go blogspot usunął, ale okazało się, że to sen. <3
A teraz lecę do kolejnych jednopartówek. :D